Recenzja: The Almost Gone po polsku
Cztery godziny, które zostają na dłużej. Sprawdziliśmy polską wersję językową, wydajność na wszystkich platformach i to, czy gra znosi drugie podejście. Oto nasz werdykt.
Gra, która nie musi krzyczeć
The Almost Gone trwa cztery, może pięć godzin. W tym czasie opowiada więcej niż niejedna produkcja na czterdzieści – i robi to niemal bez dialogów, wyłącznie poprzez przestrzeń, przedmioty i ciszę.
Mechanika jest prosta: obracasz dioramami, znajdujesz przedmioty, składasz historię. Ale pod tą prostotą kryje się narracja o przemocy domowej i pamięci, której nie da się opowiedzieć wprost.
Polska wersja językowa
Lokalizacja zasługuje na osobną pochwałę. Notatki, listy i inskrypcje w dioramach są przetłumaczone z dbałością o rytm zdań – nie brzmi to jak tłumaczenie, tylko jak tekst pisany po polsku. Interfejs jest w pełni spolszczony, włącznie z napisami w trybie fotograficznym.
Wydajność: na każdej testowanej platformie gra trzyma stałe 60 klatek, ładowania są krótkie, a na mobile'u sterowanie dotykowe jest bardziej naturalne niż mysz. Werdykt: 8.5/10 – punktowi odbiera jedynie krótkość i brak new game plus.
To gra, której nie polecasz słowem "fajna". Mówisz: zagraj, a potem porozmawiajmy.
Dla kogo i jak grać
Jeśli szukasz wyzwania mechanicznego, znajdziesz tu spokojne łamigłówki, nie hardcore'owe zagadki. Jeśli szukasz historii, która zostaje – to jeden z najlepszych kandydatów ostatnich lat. Nasze wskazówki:
Graj w słuchawkach
Sound design niesie połowę narracji – głośniki odbierają głębię.
Jedna sesja wieczorem
Gra działa najlepiej grana w całości, bez przerw na inne tytuły.
Wróć po tygodniu
Drugie przejście ze znajomością fabuły to niemal inna gra.


